Wersja polska English version

Strona główna
Aktualności
Represje na Białorusi
Akcje wsparcia
Media o Białorusi
Archiwum aktualności
Nasze akcje
KONCERT
Solidarni z Białorusią
Polityczne prześladowania na Białorusi
Akcja
"Daj głos Białorusinom"
2008
Badania opinii publicznej
Film dokumentalny o
wydarzeniach w Mińsku
Archiwum naszych akcji
Galerie zdjęć
Kreskówki
Reportaże, analizy, opinie
Przewodnik po Białorusi
Informacje prasowe
Do ściągnięcia
Białoruski internet
FORUM
Wesprzyj nas finansowo
O nas
Kontakt


Działaj z nami,
podaj swój mail!


WSPIERA NAS




Інфармацыйны праект



Białoruska Biblioteka Internetowa Kamunikat

Беларуская служба Польскага радыё для замежжа

Radio Svaboda

Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne

www.bialorus.pl

Chartyja'97

Viasna

Zgromadzenie Demokratycznych Organziacji Pozarządowych

Naša Niva

Pahonia

BDG on line

BDG on line

Беларускі Моладзевы Рух у Амэрыцы
:: Może to inne słońce
Raina Stefańczuk, Niwa, 2007-02-22
Niwa W Mińsku przy ul. Pierwszomajowej jest atelier artystyczne, klub, stołówka, hotel, miejsce spotkań ludzi ciekawych życia i otwartych na innych. Nie zawsze pokornych. Wszystko w jednym. To pracownia Uładzimira Ceslera.

- - -

Do niedawna żył i tworzył tu Siarhiej Wojczanka. Dziś już nie żyje. Obaj łączyła nierozerwalna artystyczna więź. Wciąż łączy. Podpisane przez obu artystów prace od ubiegłego tygodnia można oglądać w warszawskiej galerii "Zoya".

- Wowa jest takim człowiekiem, który to szare życie na Białorusi potrafi pokazać ironicznie - przekonywał w trakcie wernisażu pochodzący z Gródka Dariusz Żukowski, szef galerii.

O Uładzimirze Ceslerze jego przyjaciele mówią:

- Wowa to najbardziej wesoły człowiek na Białorusi. To taka nasza białoruska flaga.

Przed wręczeniem "Niwie" kalendarza z pracami obu panów, Wowa Cesler składa na nim autograf także za Siarhieja. Wspomina nieżyjącego partnera:

- Razem z Siarhiejem chyba nie było i nie ma takiej sfery sztuki, którą byśmy się nie zajmowali: malarstwo, grafika, disagne, rzeźby, koszulki, pocztówki. Nawet pisaliśmy scenariusze filmowe. Generalnie nie ma większego znaczenia jakim tworzywem artysta się zajmuje.

Dodaje:

- Nasze prace to spojrzenie na rzeczywistość z naszej pracowni w Mińsku. Może tam jest inne słońce, może inne zapachy. Nasza pracownia w Mińsku to jest nasz cały, zamknięty świat.

O Siarhieju Wojczance:

- Oczywiście artystom bardziej ciężko jest pracować we dwójkę. Ludzie sztuki to takie indywidualistyczne substancje. Bywa, że oprócz siebie nikogo nie uznają. Być może u nas ta skłonność była wyciszona. Żeby coś tworzyć poza rzemiosłem, trzeba mieć głowę. A jak są dwie głowy to i w rozmowie coś się rodzi, nawet w kłótni. Teraz kiedy Siarhieja już nie ma, to ja i tak wiem co on by pomyślał i najczęściej wciąż z nim się zgadzam.

Uładzimir tuż przed wernisażem oprowadza nas po wystawie. Pokazuje sporą wielkością matrioszkę Monę Lisę:

- Kiedyś pomyślałem sobie, że Mona Lisa to właśnie matrioszka. Tym bardziej, że przed laty z pierestrojką pojawiły się matrioszki z różnorakimi podobiznami: Gorbaczowem, Breżniewem. Wywoływały we mnie pewien sprzeciw.

Na jednej ze ścian galerii zawisła poduszka wyszywanka z podobizną kultowego sowieckiego bohatera filmowego Stirlitza, bohatera serialu "17 mgnowienij wiesny". Papieros w ustach i swastyką na hitlerowskim mundurze:

- Stirlitz stanowi element niemal narodowej kultury, stał się niczym narodowy bohater. Takimi poduszkami ludzie upiększają mieszkania.

W tym samym pomieszczeniu galerii, gdzie można oglądać te wykreowane obiekty-przedmioty wiszą obrazy (reliefy z pasty akrylowej i olej na płótnie) stanowiące cykl: "Maszyny". To jakby machiny-pociągi, masywne z mnóstwem stalowych detali u podwozia:

- Wymyśliliśmy gatunek malarstwa w takiej właśnie technice. To rzeczywistość absolutnie wirtualna. Te prace były też szkicami dla przyszłych rzeźb. Chcieliśmy zbudować platformę kolejową, żeby na nich te rzeźby jeździły po Europie. Taka wystawa. Ale kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że w Brześciu zmienia się szerokość szyn, daliśmy sobie spokój.

W przedsionku galerii zawieszono kilka czerwonych koszulek z wizerunkiem Che Guevary, min. z nadrukiem: Che-Chnya 1994, Che-rnobyl 1986, Che-khoslovakia 1968:

- Takich projektów-koszulek zrobiliśmy około 180. Nie tylko z Che-. Dostałem kiedyś telefon komórkowy Sony Ericsson. Przyglądałem się mu i wymyśliłem koszulkę "Sorry Ericsson". To samo było kiedy patrzyłem na Nescafe. Jak wiadomo to nie jest prawdziwa kawa. Usunąłem więc "s" i powstało: Niecafe.

Humor kryje się też w małych naklejkach-znakach drogowych. Na jednej znak zakazu wjazdu z... wielbłądem. Na innej: nuty... wpisane w czerwone koło z ukośną zakazującą kreską. Niektóre z zaprojektowanych znaków drogowych żyły też "realnym" życiem. Na przykład artyści w drodze do młyna we wsi Picz niedaleko Mińska ustawili znak zakazu chcącym tu wjechać Don Kichotom. Ktoś ten znak jednak zniszczył.

Całe ściany jednej z sal wypełniają dużych rozmiarów wyszywanki: żarty nawiązujące do ludowej białorusko-ruskiej tradycji w zbitce z ich tytułami: "Hollywoodzkie sceny". Obok każdej historyjki wypisana słowna opowieść-niczym staroruska baśń.

- To są żarty, które nawiązują do starych drewnianych ilustrowanych grawiur, które przechodziły z rąk do rąk.

Prace zwłaszcza designerskie czy plakaty nie żyją na Białorusi w tzw. obiegu publicznym. Dlaczego?

- To pytanie nie do mnie - odpowiada Uładzimir Cesler.

Obaj artyści byli nagradzani na licznych festiwalach sztuki, w tym na słynnym na świecie warszawskim Międzynarodowym Biennale Sztuki. Jedna z ich prac znajduje się m.in. we francuskim Luwrze.

Po wernisażu wystawy odbył się koncert Pita Pawłowa, jednego z legendarnych już niepokornych, białoruskojęzycznych muzyków białoruskich. Swój koncert poświęcił właśnie duetowi Cesler-Wojczenko. W niektórych utworach w tle dało się słyszeć głos Uładzimira nagrany w jego mińskiej pracowni.

- Jedyne miejsce, które pozostało poza polityką, poza wszystkim, gdzie nasze środowisko w Mińsku może przyjść i przy tym jeszcze dostać zupy lub kawy to atelier artystyczne Wowy.



« powrót


© 2006 Wolna Białoruś | Designed by Phmn() | Powered by dRum Do góry